Wejdźmy na dach, początki.

Kochani,

nie może być tak, że myśl o kilkumiesięcznej śmierci bloga spędza mi sen z powiek. Cóż jednak począć gdy mózg i dusza przeprogramowały się na tryb: i po co to wszystko, skoro i tak wszyscy umrzemy? To nieludzkie zachowanie ma swoją specjalistyczną nazwę w dziedzinie psychologii, lecz ja mam  własne określenie: martwica mózgu, bądź zaplanowana autodestrukcja.

Przecież idzie wiosna, nowe życie stara się przebić spod cienkiej warstwy śniegu, którą pogoda nieustannie Nam zapewnia. A tutaj? Cicho sza! Pora chyba odrzucić ciepłe koce, wygrzebać się spod mało intelektualnej lawiny, a usta zakleić taśmą, żeby żadne marudzenie nie miało szans wydostać się na powierzchnię.

Ostatnie miesiące były dla mnie przełomowe. Wiele rzeczy w których pokładałam całe połacie nadziei runęły jak domek z kart, posypała się cała moja wiara w sens, że kierunek który studiuję pozwoli mi w przyszłości spełniać się zawodowo. I tak powoli i stopniowo podupadało wszystko, a przede wszystkim chęci na kontynuowanie tej syzyfowej pracy. Poczułam się tym wszystkim okrutnie przytłoczona.
Ale nagle, gdzieś z boku umysłu pojawiła się myśl, że nie wszystko stracone. Zamajaczyły się nowe pomysły na siebie, otworzyły nowe drogi, zaczęły przecierać kręte ścieżki. Przecież, halo, życie! Jestem młoda, a smarkam w rękaw jak emerytowana kobieta na skraju depresji i szaleństwa.

Powrócił też pomysł reaktywacji bloga, ale w innej odsłonie. Z racji zmiany podejścia do każdego aspektu mojego życia, pojawiła się krótka myśl: jakość, nie ilość. Chcę robić to, co lubię najbardziej, a co sukcesywnie dzień po dniu, z zimną krwią mordowała we mnie moja uczelnia. Chcę pisać i mówić, o tym co mnie interesuje, nie ograniczać się, pozwolić potokowi słów zalać mnie do reszty. Czytać, bo już nie pamiętam kiedy przeczytałam coś dla samej siebie, egoistycznie, dla przyjemności. A potem chcę to opisać, nie zważając na użyte słowa, ani konwenanse. Potrzebuję pasji, nie rutyny i przymusu.
Nie jestem aż tak odważna i szalona, by wyrzucić wszystko na śmietnik od razu. Na to też mam pomysł . Nie mam zamiaru skończyć bez planu b, c, d i z. Krok po kroku szukam rozwiązania, które zaczyna nasuwać się samo. Jednak nie miałam pojęcia, że do wyboru mam aż tyle dróg! Ciężko podjąć decyzję, ale ostatnio nauczyłam się jednego: żaden czas nie jest zmarnowany, a cały swój świat można w minutę obrócić do góry nogami. Wystarczy chcieć i działać.

Ale przejdźmy w końcu do bloga!

Jednym z moich postanowień na życie bez pesymistycznych myśli i udręk jest nauka systematyczności. Od zawsze mam z tym problem, odkąd pamiętam próbuję z tym walczyć z mniejszym lub większym powodzeniem. Czynnikiem przełomowym będzie zaplanowanie kilku serii, które zupełnie zmienią charakter tej strony. Przestaję się skupiać na ubraniach, choć nie wykluczam, że z pewnością moje zakupoholikowe skłonności nie jeden raz dadzą tutaj o sobie znać. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów chciałabym się skupić na być, a nie mieć, na środku, a nie zewnętrznej powłoce (o której, nie ukrywajmy, i tak będę pisać, bo przecież to na pasjach miałam się skupić), odkryć coś nowego i się tym podzielić. Zwyczajnie ogarnęła mnie niepohamowana chęć na slow life. Jednak nie bestialsko ascetyczny, ale dostosowany do moich potrzeb, o czym już niedługo będzie można się przekonać ;).

Zapowiadając, w najbliższych dniach będziecie mogli się spodziewać do bólu systematycznych postów, regularnych, w tematyce nie zawsze oczywistej i dostosowanej do profilu bloga. Pozwólmy się zaskoczyć!

Zdjęcia to przypadkowy efekt świątecznego spaceru w wartościowym gronie, zapełnionego rozmowami, które dają siłę. Radość na mojej twarzy to tylko część szczęścia i spokoju ducha, który w ostatnich dniach spowił mnie swoją peleryną. To duża rzecz, bo nigdy wcześniej nie uśmiechałam się z zębami ;)

Do tego stanu przyczyniła się też najlepsza osoba na świecie, która jest, rozumie i doradza. I robi to najskuteczniej na całej planecie.
Tak, to o Tobie Krachszaw. Dziękuję za wszystko!


















Share this:

CONVERSATION

8 komentarze:

  1. Oh, czuję się jakbym sama o sobie czytała... ^^ Też ostatnio miałam spory zastój, w dodatku przenosiny z bloga na blog i spowrotem... Na szczęście obiecałam sobie wziąć się w garść i blogować regularnie :)) Pozdrawiam i życzę wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, ja również mam specjalną półkę! Nawet dziś odłożyłam na nią kilka rzeczy... A potem się dziwię, że mi się półka ugina :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ładny uśmiech!

    życzę systematyczności! :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. jejciu jak ty świetnie piszesz :) Tak kreatywnie :3
    może wzajemna obserwacja?
    daj znać u mnie :)
    gabrielle-fashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obserwuje, ale sprawdź jeszcze raz czy mnie zaobserwowałaś, bo nie ma cię w moich obserwatorach :*
      gabrielle-fashion.blogspot.com

      Usuń
  5. na wiosne czas na optymizm:)
    zapraszam na moj blog villemomoda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. A idź, Ty i te Twoje zęby, głupku xD

    Ciesz się ciesz, bo za kilka dni napiszę te cholerne matury i będę Cię dręczyć PLOTKARĄ!
    Już widzę jak uśmiech spełza z Twojej bladej twarzy xD

    OdpowiedzUsuń